22 października 2017 Zaloguj
Drukuj   Wróć
Dlaczego straty powodziowe wciąż rosną?

Straty powodziowe na świecie stale rosną jakby na przekór podejmowanym wysiłkom, by temu zapobiec. Powołana przez ONZ Międzynarodowa Dekada Redukcji Katastrof Naturalnych analizując straty wywołane naturalnymi katastrofami (również powodziami) stwierdziła ich gwałtowny wzrost w ostatnich 40 latach.

W zasadzie przyczyniamy się do tego sami - wbrew zdrowemu rozsądkowi budujemy na zagrożonych terenach swoje mieszkania, biura, szpitale, szkoły itd.

Powie ktoś, że tak było zawsze - i będzie miał rację, historia rozwoju cywilizacji związana jest nierozerwalnie z wodą. Ludzie starali się mieszkać w pobliżu rzeki, jeziora lub choćby strumienia z prostej przyczyny: woda stanowi niezbędny element pożywienia, jest podstawą higieny i tanim środkiem transportu. Jest dla człowieka tak ważna, że w niektórych kulturach stała się wręcz przedmiotem kultu.

Jednak dawniej ludzie byli ostrożniejsi - wystarczy porównać zagospodarowanie terenów wzdłuż rzek na mapach współczesnych i tych sprzed lat kilkudziesięciu. Zaskakuje również to, że centra starych miast, miasteczek i wsi lokalizowano zawsze na wzgórzach. Nie tylko ze względów obronnych. Brak w przeszłości jakichkolwiek zabezpieczeń, nawet przed częstymi, ale małymi powodziami, powodował, że ludzie pamiętali o zagrożeniu, osiedlali się więcejw miejscach bezpiecznych, wykorzystując tereny zalewowe głównie do celów rolniczych. Dzisiaj, kiedy wiele rzek jest obwałowanych, straciliśmy instynkt samozachowawczy, zabudowania podchodzą do samej rzeki i wtedy każda powódź większa niż przewidywały to zabezpieczenia, powoduje katastrofę większą niż gdyby tych zabezpieczeń nie było.

Powódź sama w sobie jest zjawiskiem naturalnym, fachowcy nazywają ją wezbraniem, problemem staje się dopiero wtedy, kiedy na swojej drodze spotyka ludzi, domy, fabryki. Mówiąc krótko: „wezbranie jest aktem Boga, przyczyną strat powodziowych są ludzie". Porównując statystyki zniszczeń z powodzi w 1997 roku i z powodzi w 1934 roku widać słuszność tego stwierdzenia. Powierzchnia zalanych gruntów ornych przed 60 laty wynosiła ok. 250 tys. hektarów, a w 1997 była dwukrotnie większa - ale ilość domów uszkodzonych lub zniszczonych w 1997 roku była trzy i pół razy większa, ilość mostów 38 razy większa, a długość dróg aż 140 razy większa. Te porównania obrazują zmiany struktury zagospodarowania tere­nów zalewowych w ciągu ostatnich 60 lat.

Jedną z przyczyn tej lekkomyślności jest wiara w „potęgę techniki" jako nieza­wodnego środka ochrony przed powodzią. Wiara złudna, bo doświadczenie uczy, że budowa zbiorników, wałów czy kanałów ulgi nie rozwiązuje problemu. A w każdym razie nie całkowicie. Stany Zjednoczone przez kilkadziesiąt lat inwestowały w te urządzenia ogromne pieniądze, a mimo to powódź w 1993 roku w dorzeczu Missisipi spowodowała straty rzędu 19 miliardów dolarów. W Polsce w czasie po­wodzi w roku 1997 uszkodzeniu i zniszczeniu uległo ok. 900 km watów.

Podsumowując, można powiedzieć, że wzrost strat powodziowych jest spowodowany:

zagospodarowaniem terenów zalewowych - w strefie zagrożonej powodzią jest coraz więcej budynków mieszkalnych, więcej obiektów użyteczności publicznej takich, jak muzea, teatry, szkoły, więcej obiektów usługowych takich, jak stacje paliw oraz obiektów mogących spowodować dodatkowe nieszczęścia: składowisk odpadów (również niebezpiecznych), oczyszczalni ścieków, magazynów środków chemicznych i wiele innych

zlokalizowaniem na tych terenach obiektów, które mogą spowodować pod-piętrzenie wody i w efekcie szersze rozlewiska - dotyczy to sztucznych zwężeń dolin rzecznych, źle zaprojektowanych mostów itd.

stosowaniem do ochrony przed powodzią wyłącznie urządzeń technicznych -wiara w ich niezawodność powoduje, że zagrożeni ludzie nie podejmują żadnych innych działań zabezpieczających.

Do góry   Wróć